Subiektywnie o…

Marna akcja promocyjna Orange

Parę dni temu dość głośno było o nieco dziwnej akcji promocyjnej Orange oraz Maffashion. Ogólnie sprawa wygląda tak, że Maffashion na swoim blogu poinformowała, że ktoś ukradł jej telefon. Wiele osób w normalnym ludzkim odruchu zaczęło po prostu współczuć blogerce z powodu utraty telefonu. I nie ma się co dziwić bo to po prostu normalna, ludzka reakcja na tego typu zdarzenie. Całość była dopełniona niezwykle przekonującym zdjęciami które robił rzekomy złodziej i które zapisywane są automatycznie do modnej ostatnio chmury.

Aż pewnego, pięknego dnia to jest niedzieli 26 października Maffashion oznajmiła, że to wszystko było zaplanowane. Złodziejem okazał się Wujaszek Liestyle a całe zamieszanie było spowodowane promocją nowej usługi Orange. Całość została podsumowana odpowiednik filmikiem. I tyle.
Ale co z tymi wszystkimi ludźmi, który zostali po prostu okłamani, nabici w butelkę? Nie wydaję mi się żeby tak zaplanowana akcja reklamowa była trochę nie na miejscu. Ludzie, którzy darzyli blogerkę zaufaniem zostali wykorzystani. Podobne zdanie na ten temat ma Paweł Opydo. Na jego blogu można przeczytać:

Słabość blogerów nieoznaczających reklam (której zdają się być zupełnie nieświadomi) polega na tym, że odbiorcy nie wiedzą jakie są zasady, więc odruchowo próbują je sami ułożyć w swojej głowie. Czy pod materiałem oznaczonym jako współpraca znajdzie się dyskusja na temat tego, czy to współpraca? Nie, bo przecież widać. Ale jeśli nie wiadomo co jest reklamą a co nie (a wiadomo, że coś musi być – bo przecież na chleb mają), to zaczyna się szukanie, komentowanie, oskarżanie. To też kwestia zaufania.

Podsumowując: Maffashion zamieniła zaufanie swoich fanów na złotówki.