Subiektywnie o…

Apple chcę przejąć ap.pl, o co ten cały szum?

Adam Sawicki:

Artur Janiszewski, właściciel Art Production, w 2002 roku zarejestrował domenę ap.pl, pod której adresem od 2012 roku prowadzi sklep internetowy. Za pośrednictwem punktu online, przedsiębiorca sprzedaje akcesoria do urządzeń mobilnych oraz oferuje usługi serwisowe smartfonów. Po trzech latach funkcjonowania serwisu, firma Apple zażądała do Artura Janiszewskiego, aby ten bezpłatnie przekazał domenę ap.pl amerykańskiemu koncernowi.

Komuś się tu coś nieźle poprzestawiało w głowie. Apple, a w zasadzie jego prawnicy, przyczepili się polskiego przedsiębiorcy, który ponad 12 lat temu zarejestrował domenę ap.pl aby uruchomić pod nią swóĻj sklep internetowy, w którym sprzedawał akcesoria do telefonów. Podkreślę to jeszcze raz: domena została zarejestrowana ponad 12 lat temu i dopiero teraz panowie w czarnych garniturach stwierdzili, że może ona zaszkodzić gigantowi z Cupertino.
Nie wiem jak lokalny przedsiębiorca może zagrozić takiemu gigantowi? To, że fonetycznie ap.pl brzmi fonetycznie podobnie do Apple jak dla mnie nie jest powodem do kierowania sprawy na drogę sądową. Prawnicy powinni dokładniej przyjrzeć się profilowi działalności jaką prowadzi Pan Janiszewski.

wirtualnemedia.pl

Janiszewski wspomina także zdziwienie, jakie wywołała u niego argumentacja prawników reprezentujących Apple. – W rozmowie telefonicznej prawnik stwierdził wprost, że Apple chce mieć kontrolę nad tą domeną zabezpieczając się przed ewentualnością sprzedaży przeze mnie tej domeny podmiotowi z Chin, który mógłby oferować podrobione produkty Apple – zaznacza przedsiębiorca. – Czy to jest powód do zabierania domeny i niszczenia przedsiębiorstwa? Sam pozew jak i informacje zawarte w nim zarzuty nie pozostawiają wątpliwości, że Apple działa z pozycji siły wymuszając na pojedynczej osobie fizycznej podporządkowanie się jego decyzji.

Fakt, że Apple lub jej dział prawny usiłuje tak agresywnie przejąć domenę polskiego przedsiębiorcy świadczy tylko o tym, że człowiek w takim starciu się nie liczy. Nikt nie bierze pod uwagę innych argumentów. Najważniejsze jest to, że coś może lub ktoś może zagrozić firmie Tima C. nawet jeśli jest to znikome zagrożenie wyolbrzymione bez powodu i bezpodstawnie. Smutne jest to, że w starciu z firmą która ma gigantyczne środki finansowe oraz całą armię prawników pozwany ma bardzo małe szanse na obronę. Zwłaszcza kiedy dostaje się sześciuset stronicowy (tak, tak 600 stron) pozew sądowy.