Subiektywnie o…

Efekty specjalne w Gwiezdnych Wojnach. CGI to jednak nie wszystko.

Jesteśmy już kilkanaście dni po premierze nowej części Gwiezdnych Wojen. Widziałem film w dniu premiery [1] i byłem zadowolony. Film ogólnie miły dla oka, zabawny. Taki w klimacie Star Wars. Ale nie o tym dzisiaj. Recenzji w sieci jest już całą masa więc można sobie poczytać.
Ja chcę powiedzieć o jednej rzeczy, o której często się zapomina.
Obecnie efekty specjalne załatwia się za pomocą CGI [2]. Komputery, grafika komputerowa i „green screen”. A co było w czasach kiedy nie dysponowano tak zaawansowaną technologią i tak potężnymi komputerami? W czasach kiedy powstała pierwsza cześć IV – Nowa nadzieja. Dodam tylko, że był to rok 1977. Trzeba było być bardziej kreatywnym. I tak podczas kręcenia Gwiezdnych wojen wykorzystywano np.: obrazy malowane na szkle, znany z kuchni proszek do pieczenia czy drobne szklane kuleczki. Poniższy film wiele wyjaśni.

Po obejrzeniu tego krótkiego filmu jedno słowo ciśnie się na usta: łał! Ogrom czasu jaki włożono w nakręcenie tych filmów jest powalający, tak samo jak ilość pracy jaką trzeba było włożyć w zbudowanie tych wszystkich modeli i makiet. Wyobraźcie sobie, że nakręcenie jednego ujęcia, kilkunastu sekund filmu zajmowało grupie kilkunastu osób 8 godzin a makieta, którą budowano nawet kilka dni zostanie wysadzona aby nakręcić to jedno, właściwe ujęcie. Więc zanim stwierdzicie, że Star Wars „jest głupie, bo tak” zastanówcie się ile pracy zajęło nakręcenie tych filmów. Może wtedy zaczniecie inaczej spoglądać na ten film.

  1. A potem poszedłem do pracy okropnie niewyspany
  2. Computer Generated Imagery – Obrazy generowane komputerowo