Subiektywnie o…

W prezydenckiej limuzynie pękła opona. No i co z tego?

Od paru dni w większości serwisów informacyjnych słyszymy informację o tym, że w prezydenckiej limuzynie pękła opona. Od razu media rozpętały gówno burzę z niczego. Nie zrozumcie mnie źle, rozumiem powagę zaistniałej sytuacji. W końcu tym autem jechała głowa naszego państwa [1]. Wypadek był poważny i jego skutki mogłyby być poważne. Ale ludzie, czy trzeba do tego wszystkiego doprawiać niewiadomo jakie historyjki? Zamach? Spisek? Rosjanie? Iluminaci? Powołanie komisji to rzecz naturalna bo trzeba sprawdzić czy to czyjeś niedopatrzenie czy też zwyczajny przypadek. Bo wiadomo wszem i wobec, że rzeczy czasami się psują i czasami, mimo wieloetapowej kontroli jakości, zdarzają się egzemplarze wybrakowane. Można było najpierw zbadać sprawę i ogłosić wyniki dochodzenia. A tak mamy całą masę nic nieznaczących domysłów oraz coraz bardziej idiotycznych pomysłów. A ludzie jak to ludzie gadają, plotkują i niepotrzebnie napędzają tą całą pseudo aferę. Drażni mnie to okropnie. Zamiast zajmować się ważnymi sprawami, informowaniem ludzi o tym co na prawdę jest ważne od dwóch dni słyszymy o tym, że w aucie Prezydenta pękła opona.

  1. 1. Nie ma znaczenia, czy lubimy Prezydenta czy też nie.